niedziela, 5 maja 2013

Odczytanie Ikony Błogosławionej Doroty z Mątowów

Autorzy Ikony: Andrzej Binkowski i Renata Kowalczyk
Odczytanie Ikony Błogosławionej Doroty z Mątowów
przez: Ks. Dariusz Sonak

I
Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał. I wołał jeden do drugiego: «Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały».” Iz 6,1-3
Na ikonie przeważa kolor złoty, który przypomina blask Boga, Jego niedostępność.
W ten blask Bożej rzeczywistości wpisana jest postać Bł. Doroty – zanurzona cała w tej światłości, która nie jest dziełem człowieka. Życie Doroty zostało przebóstwione
z inicjatywy Boga. Okrąg nad jej głową, figura uważana za najdoskonalszą, nie mającą początku ani końca - tak jak Bóg, głosi prawdę o doskonałości Boga. Dorota promieniuje nie sobą, ale Bogiem, w którym żyjąc na ziemi była zanurzona. 
 
II
Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się
w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.” 2 Kor 4,10-11
Na dłoniach Doroty widoczne są dwie małe rany. Są to stygmaty – mistyczny dar współcierpienia z Chrystusem. Dorota oprócz codziennych cierpień, jakich doświadczała od swojego męża i innych ludzi, otrzymała dar doświadczania ran Jezusa, które On cierpiał z miłości do każdego człowieka. Jezus sam ją zaprosił do dźwigania krzyża: „Powinnaś zaś pragnąć, byś dźwignąwszy krzyż, mogła go nieść, idąc za Mną.” (1,6g). Jezus pozwolił jej doświadczyć również rany przebicia serca, którego doświadczył po śmierci.
III
Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.” Kol 3,3-4
Bł. Dorota zaproszona przez Jezusa słowami: „Ja sam jestem twoim życiem, w tobie działając i żyjąc. Ty więc umrzyj wszystkim innym, a żyj tylko dla Mnie!” (2,19b), ostatnie miesiące swojego życia spędziła w celi przyległej do katedry w Kwidzynie, gdzie została zamurowana. Cegły widoczne na ikonie przypominają o życiu ukrytym przed światem, ale jednocześnie ściśle zjednoczonym z Boskim Oblubieńcem, któremu Dorota całkowicie się oddała. Z ukrytego życia Doroty płynęła łaska nie tylko dla niej samej, ale również dla tych, którzy przychodzili do niej, prosząc o wstawiennictwo u Boga. Dlatego na cegłach widoczne są promienie światła przypominające łaskę, którą Dorota najpierw sama otrzymywała, a następnie dzieliła się nią z innymi. W jej życiu został objawiony Chrystus i Jego chwała.


IV
I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie mieszkać w kraju, który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem.” Ez 36,26-2
W życiu bł. Doroty słowa proroka Ezechiela miały swoje realne odzwierciedlenie: Jezus dał jej nowe serce. Podczas tego obdarowania Dorota otrzymała „trzy głoski”: czarną, czerwoną i złotą. Czarna głoska symbolizowała grzechy Doroty, czerwona – męka Chrystusa, złota – udział w życiu wiecznym, którego Dorota stała się uczestniczką na ziemi, dzięki łasce nowego serca. O tych „trzech głoskach” przypominają trzy strzały skierowane ku niebu, gdyż mają one prowadzić Dorotę do Boga. Dorota tuli strzały do swego „nowego serca”. Najkrótsza strzała przypomina o grzechu, który ma być jak „starta głoska”. Druga co do wielkości przypomina mękę Jezusa, w której Dorota miała swój namacalny udział. Trzecia, środkowa i największa starzała, znajdująca się najbliżej nieba, wyraża pragnienie zjednoczenia się z Bogiem w wieczności.

V
A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: «Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?» I powiedziałem do niego: «Panie, ty wiesz». I rzekł do mnie: «To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy.” Ap 7,13-15
Bł. Dorota ubrana jest w szaty w czterech kolorach: niebieski, biały, żółty i zielony. Niebieska szata, która jest jakby ukryta najgłębiej, przy jej sercu, przypomina, że Dorota otrzymała nowe serce, pochodzące od samego Boga. Kolor niebieski jest kolorem życia niebiańskiego, w którym Dorota uczestniczy dzięki łasce Bożej. Jezus powiedział do niej: „Twoje życie było Moje, nie twoje. Ja sam je rozpocząłem i udoskonaliłem, Ja byłem jego części łącznikiem i rządcą, by je tobie zachować aż do wiecznotrwałego żywota. Ja wspaniale w tobie działałem od twego dzięcięctwa, wraz z Ojcem i Duchem Świętym… Od czasu, gdy wydobyłem tobie stare serce, rozbudziłem ci tak twoje życie, że odtąd żyło i wspaniale jaśniało przede Mną” (2,18b). Ten sam kolor jest widoczny przy prawej dłoni Doroty, gdyż przeżywana przez nią codzienność (umartwienia, dobre uczynki, praca) odzwierciedlała życie zjednoczone z Bogiem.
Głowa Doroty okryta jest białą nałęczką, która przypomina o czystości, świętości
i prostocie. Biały jest symbolem ludzi sprawiedliwych przed Bogiem, żyjących w prawdzie. Dorota żyjąc sprawiedliwie, żyjąc według prawdy Ewangelii, została przyjęta przez swego Oblubieńca do chwały zbawionych. Jej szaty zostały wybielone we krwi Baranka, z którym zjednoczona za życia, dążyła do chwały zbawionych.
O chwale Bożej, którą Dorota była obdarzona za życia i w której uczestniczy również teraz, w wieczności, przypomina wierzchni welon koloru żółtego. Życie Doroty wpisuje się w życie Boga. To dzięki Niemu życie prostej i dobrej kobiety nabiera charakteru Boskiego. Pan Bóg w niej i przez nią ukazuje swoją miłość, czego świadkami są ludzie jej współcześni oraz my, którzy także dziś możemy doświadczać wstawiennictwa bł. Doroty.
Zielona szata jest symbolem działania Ducha Świętego, kwitnienia, nadziei i nowego życia. Duch Święty został dany Dorocie razem z darami miłości. Dzięki łasce Ducha Świętego mogła przyjmować łaskę krzyża, gdyż sam Jezus jej powiedział: „Teraz zaś z wolna i łagodnie posyłam mego Ducha Świętego, długo tobie pozostawiając. Dlatego powinnaś chętnym duchem dźwigać moje brzemię, zwłaszcza, że innego nie masz dźwigać, jak tylko którym ja objuczam” (7,16e). To Duch Święty dawał jej niezachwianą nadzieję, że po ziemskim wygnaniu wejdzie do nieba. 
 
VI
A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem. Potem wracał Mojżesz do obozu, sługa zaś jego, Jozue, syn Nuna, młodzieniec, nie oddalał się z wnętrza namiotu… Ilekroć Mojżesz wchodził przed oblicze Pana na rozmowę z Nim, zdejmował zasłonę aż do wyjścia. Gdy zaś wyszedł, opowiadał Izraelitom to, co mu Pan rozkazał. I wtedy to Izraelici mogli widzieć twarz Mojżesza, że promienieje skóra na twarzy Mojżesza. A Mojżesz znów nakładał zasłonę na twarz, póki nie wszedł na rozmowę z Nim.” Wj 33,11. 34,34-35
Twarz Doroty jest lekko pochylona, co wskazuje na jej pokorę i zasłuchanie w sprawy samego Boga. Mimo cierpień, których doświadczała każdego dnia, przez jej oblicze przebija łaska pokoju dane od Oblubieńca w słowach: „Nie bójcie się! Ja chcę was zachować nietkniętych i jak najlepiej strzec!” (1,7d).
Wargi Doroty są wąskie i pozbawione namiętności, stworzone, aby spożywać Eucharystię, której Dorota pragnęła ponad wszelkie skarby, mówiąc: „Którego dnia nie przyjmuję Eucharystii, tego dnia dusza moja smutna jest aż do śmierci”(5,38c).
Przymknięte oczy zwrócone są na świat ponadzmysłowy i sugerują życie kontemplacyjne, do którego Dorota została zaproszona przez samego Jezusa: „Nie męcz się, wiele biegając, modląc się, nie musisz wiele mówić, lecz spoczywając w milczeniu, zważaj na mój głos i odczuwaj zbawienny, a słodki smak życia kontemplacyjnego!” (4,4a).


Życie bł. Doroty, jej oddanie Bogu, otwartość na łaski Boże, zasłuchanie w Jego wolę i oblubieńcze oddanie Jezusowi określił sam Boski Oblubieniec w słowach: „Oto pójdźcie wszyscy i kontemplujcie i oglądajcie dzieło, które wykonałem, jak jest chwalebne, że nikt zganić nie może” (4,37e). Za dar bł. Doroty niech będzie chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen!


wtorek, 23 kwietnia 2013

CHUSTA Z MANOPELLO czyli MANDYLION

 Podstawowe informacje naukowca na temat tego Wizerunku NIERĘKĄLUDZKĄSTWORZONEGO

Chusta z Manopello. Mandylion. Święte Oblicze. Obraz Nierękąludzkąmalowany.
Dla zwolenników nazywania TEGO WIZERUNKU "chustą Św. Weroniki" - proszę się zastanowić, gdyby ten obraz powstał podczas kaźni Drogi Krzyżowej to na Twarzy Chrystusa byłyby widoczne świeże rany, krew i opuchlizny. A co mamy na Mandylionie? Twarz noszącą ślady przebytej kaźni w trakcie gojenia. Lewe oko, które zostało skaleczone podczas biczowania i które widać jak jest zniekształcone na Całunie Turyńskim, tu jest już zdrowe. A co do legendy - grecko-rzymskie słowo vera eikon („prawdziwy wizerunek”) dało początek imieniu Weronika. I macie swoją świętą, która jeżeli istniała to na pewno miała innę imię.

Zdjęcie użytkownika Andrzej Binkowski.


https://www.facebook.com/ObliczeNauczyciela/videos/671070122951332/

czwartek, 4 kwietnia 2013

Ewolucjonizm - wiara utopijna i niesprawdzona

Znalazłem na jednym z forów interntowych doskonałą anonimową analizę obecnego stanu wiedzy o ewolucji - ewolucjonizmu. Raczej nie wiedzy, tylko zlepku mitów i chciejstwa. Argumenty tu przytoczone są tak mocne, że tylko ślepy ideolog może je odrzucić. Wyciągamy na koniec jedyny uprawniony wniosek - KREACJONIZM TAK (wiara prawdziwa), EWOLUCJONIZM NIE (wiara w chciejstwo).

~TEMAT TABU : RELIGIJNY CHARAKTER EWOLUCJONIZMU : 

"znany ewolucjonista Loren Eiseley z goryczą skonstatował: „Teologom zawsze zarzucano, że nazbyt często powołują się na mity i cuda, a oto świat nauki znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, ponieważ nie pozostało mu nic innego, jak stworzyć własną mitologię, mianowicie założenie, że to, czego mimo usilnych starań nie uda się dziś udowodnić, naprawdę zdarzyło się w zamierzchłej przeszłości”
CYTUJĘ artykuł : ", W trwającej obecnie debacie „Intelligent Design” (Rozumny plan) obie strony, ewolucjoniści i kreacjoniści, stawiają wiele pytań. Odpowiedzi mogą niektórych zaskoczyć.

Wspólnym punktem w przekonaniach zarówno ateistów, jak i chrześcijan jest wiara (to też może niektórych zaskoczyć) — co prawda wiara w różne systemy, ale jednak silna wiara. Chrześcijanie wierzą w Boga Stwórcę, ateiści natomiast w naukę. To też jest wiara. A może nie? Z pewnością nauka jest oparta na dających się zademonstrować, powtarzalnych z tymi samymi wynikami faktach — lecz czy to nie wymaga wiary?

Jak dalece „naukowy” jest ateista, który przygląda się pięciu ważnym ogniwom w ewolucyjnej historii. Uznamy te idee za naukowe lub nienaukowe według tego, jak spełniają one naukowe kryteria powtarzalności, zgodności z obserwacjami naukowymi i sprawdzalności w laboratorium. 


Wielki Wybuch — Big Bang

 Najpopularniejsza obecnie teoria pochodzenia wszechświata zakłada, że cały wszechświat zaczął się od punktu osobliwości (tzw. singularity point) o nieskończonej gęstości masy, która rozszerzyła się do obecnych rozmiarów wszechświata. Potrzeba znacznej wiary, aby być przekonanym, że wydarzenie, które nie miało przyczyny, mogło dać tak dramatyczny rezultat. Nie zgadza się to z wszystkimi znanymi prawami fizyki, jak na przykład pierwsze prawo termodynamiki o zachowaniu energii i masy: rzeczy nie pojawiają się tak po prostu, z wyjątkiem tych w skali atomów, i to na bardzo krótko. Nie zgadza się to także z drugim prawem termodynamiki, jak je obecnie rozumiemy, mówiącym o tendencji do rozkładu porządku i informacji w kierunku bezładu; nikt nie zaproponował jak dotąd mechanizmu, który by wytłumaczył uporządkowany wszechświat — zaobserwowany porządek zawsze pochodzi z jakiegoś zewnętrznego źródła.

Tak więc Wielki Wybuch jest niepowtarzalny, niezaobserwowany, niezgodny ze znanymi prawami i niedający się sprawdzić w laboratorium. Jest więc nienaukowy. Potrzeba silnej wiary, żeby uwierzyć w taki zbieg okoliczności. 

 
Ziemia

 Trzeba podobnych skoków w ciemno, aby uwierzyć, że wszechświat ewoluował we właściwy sposób (jedynie przypadkowo), tak iż powstała nasza planeta z jej idealnymi warunkami do życia. Na przykład skład chemiczny naszej planety jest zupełnie inny od składu pozostałych ciał Układu Słonecznego — jest to głównie żelazo i nikiel. Przypadek miał spowodować powstanie planety o bardzo dużej gęstości, o wiele większej niż pozostałe wokół, z materiałów, które są raczej rzadkie w galaktyce.

Jak powstały nasze lądy, morza i atmosfera? Powinny wygotować się (wyparować) w początkowych fazach ewolucji planety, zanim ostygła. Jak powstał stosunek ilościowy tlenu do węgla z dokładnie właściwymi ilościami i we właściwych miejscach? Nie zaproponowano żadnej teorii ani mechanizmu, które by to mogły wytłumaczyć!

Pierwiastki życia — tlen, węgiel, azot itd. — nie powinny istnieć równocześnie w fazie kształtowania planety, szczególnie w obecności silnego promieniowania ze Słońca i przestrzeni zewnętrznej.

I znów: początki te nie zostały zaobserwowane, są niezgodne z obecną wiedzą, nie dają się powtórzyć ani sprawdzić. Założenia te są więc też nienaukowe, co stanowi poważny problem dla ateisty, który musi się oprzeć tylko na naukowych metodach. 


Abiogeneza, czyli samorództwo

 Być może największym problemem lub też cudem ewolucji jest pochodzenie życia. Jak powstała pierwsza żywa komórka? A wcześniej — jak uformowały się pierwsze DNA i aminokwasy w połączeniu ze sobą? (Kwas nukleinowy i aminokwasy wyłączają się nawzajem.) Co więcej, fundamentalne prawo biologii mówi, że wszystkie komórki pochodzą z innych żywych organizmów — ta niezmienna zasada znana jest jako biogeneza.

Jeśli nawet dałoby się zaproponować jakiś mechanizm umożliwiający współistnienie właściwych związków chemicznych, to skąd wzięła się ta ogromna ilość informacji koniecznych do skonstruowania komórki? Gdzie powstała maszyneria konieczna do odczytywania kodu DNA? Jaki był początek mechanizmu chemicznej reprodukcji? Skąd wzięły się mechanizmy naprawy uszkodzeń i wzrostu, które są tak pomysłowo zakodowane w DNA? To nie jest tylko trudny do rozwiązania problem. To jest niemożliwe! Nie tylko nie zaproponowano mechanizmu abiogenezy, ale żaden biochemik nie jest w stanie otrzymać pożądanego rezultatu nawet w najlepszych warunkach laboratoryjnych!

I stajemy przed kolejnym problemem: organicznych związków. Wiele ze związków występujących w żywych organizmach może istnieć w dwóch formach, jak gdyby lustrzanych odbiciach jedna drugiej. Jednak białka biologiczne zawierają tylko jedną, lewoskrętną formę aminokwasów, a DNA i RNA tylko prawoskrętną formę cukrów. Skoro naturalnie istniejące związki mają równe proporcje obu form, a żywe komórki powstały w sposób naturalny, powinny odzwierciedlać te proporcje w swoim składzie. Jednak we wszystkich żywych komórkach te związki chemiczne istnieją wyłącznie jako albo lewoskrętne, albo prawoskrętne. Sam ten fakt wskazuje na ekstremalną trudność abiogenezy.

Abiogenezy nigdy nie zaobserwowano, nie można jej odtworzyć w laboratorium i nie można jej sprawdzić. Jest to zatem teoria nienaukowa i musi być przyjęta przez ateistę jako cud wiary.

 
Specjacja — powstawanie gatunków

 Kolejnym cudem wiary ateizmu jest powstanie licznych gatunków istot żywych z przypuszczalnego jednego gatunku.

Adaptacja jest dobrze znana i nie wzbudza kontrowersji — dany gatunek może wytworzyć szeroki wachlarz zmian swych głównych cech, zależnie od otoczenia. Ale powstanie nowego gatunku z innego to zupełnie inna sprawa. Nigdy czegoś takiego nie zaobserwowano ani nie można tego sprawdzić.

Ewolucja zakłada, że w rezultacie drobnych mutacji kodu genetycznego (DNA) doszło do powstania nowych gatunków. Takie mutacje uważane są zatem za pomocne i korzystne dla organizmu, dodające nową i lepszą informację do kodu genetycznego. Jednak żadnej takiej mutacji nigdy nie zaobserwowano — wszystkie mutacje powodują utratę informacji i zawsze są szkodliwe dla organizmu.

Cud specjacji jako kolejny musi pozostać sprawą wiary dla ateisty, gdyż nie można jej ani zaobserwować, ani powtórzyć. 


Nieredukowalna złożoność

 Jeśli nawet dopuścimy wszystkie poprzednie cuda, pozostaje jeszcze jedna przeszkoda nie do przezwyciężenia — nieredukowalna złożoność.

Integralną częścią wiary ewolucyjnej jest przekonanie, że każda mutacja, która staje się stałą częścią kodu genetycznego, musi być korzystna dla organizmu w procesie jego stopniowego rozwoju. Ale to powoduje poważny problem, jeśli chodzi o niektóre złożone narządy.

Weźmy dla przykładu oko. Składa się ono z wielu części: źrenicy (z jej mięśniem, zwieraczem optycznym) dla kontrolowania jasności światła, mięśni, które poruszają okiem, aby je skierować w pożądaną stronę, soczewki i mechanizmu ogniskującego, wodnistego i szklistego płynu organicznego, siatkówki przekształcającej światło w sygnał elektryczny, nerwu optycznego przesyłającego informacje do mózgu. W proces widzenia zaangażowana jest też spora część mózgu, który interpretuje ogromną ilość przesyłanych informacji. Bez którejkolwiek z tych części (a lista ta nie jest w żadnej mierze wyczerpująca) oko nie mogłoby funkcjonować, a pozostałe części nie dawałyby organizmowi żadnej przewagi nad innymi stworzeniami.

Proste pytanie: jak mogła wyewoluować którakolwiek z tych części oka? Przecież żadna z nich nie daje organizmowi żadnej przewagi bez wszystkich pozostałych. I znów nie ma żadnego wytłumaczenia — cud nieredukowalnej złożoności trzeba przyjąć na wiarę.

Jeśli oko byłoby jedynym takim przykładem, byłaby to tylko mała przeszkoda dla ewolucjonistów. Niestety, jest ich mnóstwo, choćby wspomnieć system krążenia krwi czy system mięśni i szkieletu. W rzeczy samej prawie każdy organ ciała ludzkiego może być podany jako przykład nieredukowalnej złożoności, który nie mógł powstać w rezultacie przypadkowych zmian procesu ewolucyjnego.

Prawdopodobnie największym przykładem nieredukowalnej złożoności jest sama pojedyncza komórka, której pochodzenia nie da się wytłumaczyć ani nawet sobie wyobrazić. To znów kolejny ważny element wiary ateistycznej.

Jeszcze jednym problemem związanym z nieredukowalną złożonością jest reprodukcja seksualna — w jaki sposób rozwinęły się płcie? Ewoluowanie samca bez samicy byłoby bezużyteczne. W jaki sposób nastąpiła zmiana z reprodukcji aseksualnej ku seksualnej, równocześnie na każdym poziomie biologicznym?

Nie ma żadnej sugestii na ten temat, zatem i ten cud ewolucyjny musi zostać przyjęty na ślepo, przez wiarę. 


Wybór

 Trzeba dokonać zdecydowanego wyboru między wszechpotężnym Bogiem Stworzycielem a serią ewolucyjnych cudów: Wielkim Wybuchem, porządkiem wszechświata, pochodzeniem życia na ziemi i samej planety, abiogenezą, specjacją, nieredukowalną złożonością i seksualnością (to jedynie kilka przykładów). Każdy z tych cudów jest niezgodny z obecnymi obserwacjami i prawami naturalnymi, co stawia ateizm w tym samym szeregu z religią.

Dlaczego więc ateizm jest tak pociągający, skoro wymaga takiej samej wiary w niewidzialne, jak i chrześcijaństwo? Odpowiedź kryje się w konsekwencjach i zobowiązaniach z tymi alternatywami związanych.

Ateizm: Nie ma Boga, a wszechświat nie ma żadnego znaczenia. Ludzie to tylko gatunek zwierząt; moralność i etyka są bezsensowne, tak więc nie jesteśmy przed nikim odpowiedzialni.

Teizm: Jest Bóg Stworzyciel, który uczynił człowieka i wszystko inne. On określa dobro i zło, co czyni nas odpowiedzialnymi przed Nim.


W taki oto sposób ateizm jest wygodnym sposobem unikania odpowiedzialności przed Bogiem. Wielu odrzuca teizm właśnie dlatego, że nie chce przyjąć tej odpowiedzialności. Przynajmniej jeden ateista, pisarz Richard Lewontin, był na tyle odważny, aby to wyznać: „Stajemy po stronie nauki pomimo oczywistej absurdalności niektórych jej postulatów, pomimo iż zawiodła w swych ekstrawaganckich obietnicach zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez społeczność naukowców nieudowodnionych takich, ot, baśni, ponieważ przyjęliśmy jako założenie materializm”. „To nie tak, że metody i instytucje naukowe w jakiś sposób zmuszają nas do przyjęcia materialistycznych wyjaśnień świata zjawisk, wręcz przeciwnie — jesteśmy zmuszeni przez nasze a priori trzymanie się przyczyn materialistycznych do tworzenia systemu badań i zestawu koncepcji, które podają materialistyczne wyjaśnienia, niezależnie od tego, jak bardzo przeciwne są one intuicji i jak bardzo mistyfikujące dla niewtajemniczonych. Co więcej, materializm jest absolutem, gdyż nie możemy pozwolić na Bożą nogę w drzwiach!”!!!!!!!!!!!!!!!


Teizm
W kontraście do ateizmu teizm jest bardziej konsekwentny (ale nadal nienaukowy — Bóg rzadko kiedy pozwala robić z siebie przedmiot badań laboratoryjnych). Teiści będą świadczyć o swojej osobistej więzi z Bogiem Stworzycielem, który regularnie dokonuje cudów. Dla tych, którzy służą Bogu, jest On źródłem życia, mocy i natchnienia: „Słowem Pana zostały uczynione niebiosa, a tchnieniem ust jego całe wojsko ich (...). Bo on rzekł — i stało się, on rozkazał — i stanęło”
2.


Z ostatnią tezą nie za bardzo się zgadzam. To nauka udawadnia nam teraz Prawdę o Dziele Stworzenia. Aby się o tym przekonać warto obejrzeć cykl wykładów Dr. Kenta Hovinda, zaczynając od tego:


STWORZENIE ADAMA - Małgorzata Pilecka-Hilal (Liban)


niedziela, 24 marca 2013

Czeka nas drugi "potop".

 
 Znalazłem kiedyś po rozłupaniu jednolitej bryły węgla kamiennego strukturę przypominającą deseczkę od drewnianej skrzynki szytej spinaczami z drutu. Regularne zszywki co ok. 10cm na płaszczyźnie odwzorowującej słoje drewna. Dość długo trzymałem te dwa kawałki węgla zastanawiając się jak to się mogło wytworzyć. Przytoczony poniżej tekst jest być może wyjaśnieniem.
Przytoczę ciekawy tekst jaki znalazłem w komentarzach pod artykułem o dzisiejszym zepsuciu i demoralizacji:

~Jak Noe wzywam was do upamiętania do ~zdemoralizowany świat będzie coraz hroszy: „A jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego” (Ewangelia Mateusza 24,37). Jakimi zatem były czasy Noego? Czy można je potraktować jako fikcję, skoro wspominał je sam Chrystus?
Czytamy w Biblii, że w czasach Noego „ziemia była skażona w oczach Boga i pełna nieprawości”, ale znajdziemy też tam dokładniejszą charakterystykę tego okresu:
▸ szybki postęp wiedzy i technologii (Księga Rodzaju 4,17.22);

▸ szybki wzrost populacji (tamże, 6,1.11);

▸ koncentracja ludności w miastach (tamże, 4,1);

▸ uleganie apetytowi (Ewangelia Łukasza 17,27);

▸ materialistyczne podejście do życia (tamże, 17,28);

▸ nastawienie na przyjemności (Księga Rodzaju 4,21);

▸ ignorowanie Boga i Jego Prawa (List Judy 15);

▸ łamanie świętości związku małżeńskiego (Ewangelia Mateusza 24,38);

▸ wielożeństwo (Księga Rodzaju 4,23)

▸ propagowanie nieprawości (tamże, 6,5.12);

▸ zepsucie (tamże 6,12);

▸ przestępstwa i gwałty (tamże, 6,11.13);

▸ dewiacje seksualne (tamże 4,19; 6,2);

▸ powszedniość bluźnierczych myśli i słów (II List Piotra 2,5; List Judy 15);

▸ odrzucenie natchnienia Słowa Bożego (I List Piotra 3,19).

Z uwagi na wszechogarniające zło i całkowitą demoralizację Bóg postanowił zgładzić człowieka, ale wcześniej powołał proroków, w tym Noego, aby zapowiedzieli, że zniszczenie przyniesie potop. Niewielu jednak w to uwierzyło. Ludzie mieli 120 lat na rozmyślanie, bo tyle trwała budowa arki, która mogła schronić każdego, kto zaufa Bożym słowom. Na ziemi nie zaszły jednak żadne dostrzegalne zmiany. Plony były obfite, a ludzie – jak później wspominał Jezus - nadal żyli w dostatku: jedli i pili, sadzili i budowali, świętowali i ucztowali, pogrążając się w bezprawiu. Nic nie zapowiadało potopu. Byli zapewne i kpiarze, którzy drwili z Noego i jego wiary. Do czasu...

„W roku sześćsetnym życia Noego, w miesiącu drugim, siedemnastego dnia tego miesiąca, w tym właśnie dniu wytrysnęły źródła wielkiej otchłani i otworzyły się upusty nieba” (Księga Rodzaju 7,11). Wody, które zalały ziemię, miały dwa źródła: strumienie wód z nieba i podziemne źródła wód. Mezopotamskie przekazy także wskazują na ulewę jako powód potopu, a greckie mity dodają, że oprócz strumieni deszczu „Zeus otworzył otchłanie wód” (1).

Historie o ogólnoświatowym potopie, który zniszczył ludzkość z wyjątkiem garstki w arce, zachowały się w pamięci setek kultur na wszystkich zamieszkałych kontynentach (2). Przekazy te opisują potop jako największą katastrofę w dziejach. Wiele z nich opowiada o sztormach, trzęsieniach ziemi i erupcjach wulkanów, które towarzyszyły potopowi.

W najstarszych źródłach pisanych potop przedstawiony jest jako „katastrofalny deszcz”, „ulewny sztorm”, „złowieszczy wiatr”, „powódź deszczu” (3). Takich zwrotów w Mezopotamii nie używano wobec powodzi. Berossos w „Historii Babilonii” określa potop słowem kataklysmos, które występuje również w greckiej legendzie o Deukalionie – i tam przyczyną potopu była straszna ulewa (4). Słowo „kataklizm” pojawia się także w Septuagincie i Nowym Testamencie, gdy mowa o potopie. Greckie kataklysmos jest odpowiednikiem hebrajskiego mabbul. Prof. Gerhard Hasel wykazał, że w Biblii odnosi się ono do potopu spowodowanego ulewnym deszczem (od ybl, czyli „płynąć” lub „lać strumieniami”). Mabbul w połączeniu z „wodami” (hebr. mayim) tworzy w Starym Testamencie techniczny zwrot oznaczający potop, a nie lokalną powódź (5).

O rozmiarach i skutkach potopu świadczą skamieniałe lasy, ogromne kaniony, pył wulkaniczny rozsiany po całej ziemi, niezliczone skamieniałości ryb i zwierząt, a także rozległe złoża węgla, ropy i gazu.

Skutki potopu: węgiel
Obfita roślinność świata przedpotopowego została wymieszana, przeniesiona i rzucona w różne miejsca przez wody, a następnie przykryta masami mułu i wapienia, które utworzyły nad nią kamienną pokrywę osadową. Sprasowane masy roślinności pod wysokim ciśnieniem warstw osadowych przekształciły się w węgiel. Wielu sądzi, że węgiel powstał z kolejnych warstw obumarłych lasów, co trwało miliony lat. Jest to nieprawdopodobne, gdyż obumarłe drzewa i rośliny gniją i tworzą próchnicę, a nie węgiel. Nie ma dziś żadnych procesów geologicznych, które mogłyby ukształtować pokłady węgla, jakie mamy na ziemi. Uczeni szacują, że aby uzyskać jednometrową warstwę węgla, potrzeba kilka metrów torfu. Ale na świecie prawie nie występują torfowiska o głębokości większej niż kilkanaście metrów. Tymczasem niektóre pokłady węgla w USA mają 30 m grubości, a pokłady węgla brunatnego w Australii sięgają 150 m! Złoże Pittsburgh w USA, o przeciętnej grubości 21 m, rozciąga się na obszarze 544 000 ha! Jedynie potop pozwala wyjaśnić powstanie takich warstw węgla – stało się to za sprawą mas przedpotopowej fauny zdartej i przemieszczonej przez potężne fale potopu.

Ewolucjoniści zakładają, że węgiel powstawał, gdy człowieka nie było jeszcze na ziemi. Ale jak w takim razie wyjaśnić ludzkie wyroby znalezione w bryłach węgla? Na przykład 9 stycznia 1891 roku S. W. Culp z Morrisonville w stanie Illinois, wkładając węgiel do pieca, natknęła się na rozpołowioną bryłę, z której wypadł pięknie wykonany złoty łańcuch. Kobieta myślała, że wpadł komuś do węgla, ale kiedy chciała go podnieść, zauważyła, że oba końce tkwiły w bryle, a jego ślad odbity jest na obu stronach grudy (6). Łańcuch mierzył 25 cm, a wykonano go z 8-karatowego złota. Jak znalazł się w bryle węgla z okresu karbonu, datowanego na miliony lat przed człowiekiem? Nie jest to odosobniony przypadek. W 1912 pracownicy Elektrowni Miejskiej z Thomas w stanie Oklahoma rozbili młotem bryłę węgla, która nie mieściła się w piecu, a wówczas z jej środka wypadło żelazne naczynie. W 1885 roku w odlewni Isadora Brauna w Vocklabruck w Austrii znaleziono bryłę węgla z metalową rurką o wymiarach 5 x 5 x 4 cm. Syn właściciela zawiózł ją do Muzeum w Salzburgu, gdzie badał ją austriacki fizyk Karl Gurls. Wykonano ją ze stopu stali i niklu. Przez wnętrze rurki biegło wgłębienie wykonane maszynowo, co wskazuje, że była ona częścią większego mechanizmu (7).

Przedmioty wykonane przez człowieka znaleźć można też w skałach osadowych. 22 lipca 1844 roku robotnicy pracujący w kamieniołomie w pobliżu Rutherford Mills w Anglii natrafili nić ze złota na głębokości blisko 3 m. Była ona zamknięta w skale, którą geolodzy datują na 60 milionów lat (8). 2 kwietnia 1897 roku w kopalni Lehigh w Webster City w stanie Iowa znaleziono tablicę o rozmiarach 60 x 30 x 10 cm z pięknie wyrzeźbionymi figurami z twarzą patriarchy. Odkryto ją na głębokości ponad 40 m pod piaskowcem, datowanym na 300 milionów lat! (9) W Dorchester w stanie Massachusetts w 1851 roku wybuch dynamitu rozbił litą skałę, wyrzucając z niej rozerwaną na pół wazę o dzwonowatym kształcie i wysokości 12 cm z pięknie inkrustowanymi kwiatami, świadczącymi o dużym kunszcie artystycznym wykonawcy (10). W Museum of Creation Evidence w Glenn Rose oglądałem niedawno metalowy młotek znaleziony w 1936 roku pobliżu miasteczka Londyn w Teksasie. Mieścił się on w kawałku skały z okresu kredy (140 mln lat)! Młotek wykonany został ze stopu żelaza (96,6%) i chloru (2,6%), który - zdaniem metalurgów - nie jest możliwy do uzyskania w dzisiejszych warunkach atmosferycznych (11). Przed potopem warunki te były jednak inne. Właśnie z tego czasu muszą pochodzić wymienione eksponaty.

Skutki potopu: skamieniałości
Ślady po potopie pozostały na szczytach gór w postaci skamieniałości muszli i ryb. Dowodzi to, że wszystkie łańcuchy górskie były kiedyś częścią dna morskiego. Skąd biorą się skamieniałości? Ryby przecież nie kamienieją dziś w mule ani piasku. Martwe ryby rozkładają się lub padają ofiarą drapieżników, nie czekając aż dla potomności pokryje je warstwa osadu. Tymczasem w skałach osadowych znajdują się miliardy skamieniałości różnych stworzeń. Często są to ryby z doskonale zachowanymi płetwami i łuskami, które zginęły nagle i zostały szybko pogrzebane osadem. Pozycja wielu z nich zdradza agonię bez śladu ataku drapieżnika. Niektóre zginęły w trakcie połykania mniejszej ryby czy podczas porodu, co świadczy, że skamieniały nie dlatego, iż leżały w miejscu przez miliony lat, ale w rezultacie nagłego kataklizmu o niewyobrażalnej mocy.

Porządek skamieniałości w warstwach geologicznych jest taki, jakiego oczekiwalibyśmy w przypadku potopu. Najniżej są szczątki morskich stworzeń żyjących blisko dna, zwłaszcza bezkręgowców. Następnie zwierzęta wolno poruszające się, takie jak płazy. Gady miały więcej możliwości przetrwania, dlatego padły w następnej kolejności. Przed podnoszącymi się przez 40 dni wodami potopu najdłużej były w stanie uciekać ssaki, w tym ludzie. Uczeni ewolucjoniści uważają tę kolejność za dowód na teorię ewolucji, ale nie potrafią rozwiązać problemu, jaki stwarzają skamieniałości zwierząt lub drzew, leżące w poprzek kilku warstw geologicznych - jest przecież niemożliwe, by martwe zwierzę czy drzewo przetrwało miliony lat bez rozkładu, czekając, aż zakryją je warstwy osadowe.

Dr John D. Morris napisał: „Wielowarstwowe skamieniałości należą do wyjątków, ale znane są wszystkim geologom. Często znajduje się drzewa wystające ze złóż węgla do wyżej położonej warstwy, a nawet sięgające do drugiego złoża węgla, kila stóp ponad pierwszym. Byłem w wielu kopalniach węgla i w prawie wszystkich widziałem takie skamieniałości lub ślady po nich. Odkryłem także gruby i prosty jak strzała pień, przechodzący przez liczne warstwy. Ponadto widziałem setki pojedynczych skamieniałości, których szerokość była większa niż szerokość warstw, w których tkwiły. Oczywiste jest, że warstwy te nie mogą być rezultatem powolnej akumulacji, ponieważ na przykład martwa ryba nie utrzyma swego kształtu, aż wokół niej zgromadzi się osad. Musi ona być szybko przykryta, aby w ogóle mogła być zachowana. Niektóre z wielkich wielowarstwowych drzew przechodzą przez warstwy, o których sądzono by, że powstawały przez dziesiątki tysięcy lat. Cały ten fragment musiał jednak powstać w krótszym czasie niż ten, w którym drzewo spróchnieje. Dziś dobrze wiadomo, że szybko poruszające się i pełne osadu wody mogą utworzyć wielość warstw, jak to pokazują laboratoryjne eksperymenty, huragany, a nawet fale mułu spowodowane wybuchem wulkanu św. Heleny” (12).

Skutki potopu: Wielki Kanion
Wiele miejsc na świecie nosi oznaki uformowania przez ogrom wody raczej w krótkim czasie niż w wyniku stopniowego procesu trwający miliony lat. Najbardziej znanym przykładem jest Wielki Kanion w Arizonie. Obecnie wielu uczonych zdecydowanie odrzuca dawną tezę, że wyżłobiła go rzeka Kolorado w ciągu milionów lat, przyjmując, że powstał w rezultacie wielkiej powodzi, za sprawą mas wód z polodowcowego jeziora, które szybko wycięły kanion. Podobne zjawisko można było zaobserwować nie tak dawno po wybuchu wulkanu św. Heleny w USA (czy podczas megapowodzi w Islandii), kiedy woda pobliskiego jeziora w ciągu kilku godzin wyżłobiła kanion, który geolodzy szacowaliby na miliony lat, gdyby nie powstał na ich oczach.

Uformowanie się Wielkiego Kanionu czy skamieniałych drzew w Petrified Forest w Arizonie, powstanie pasm górskich pokrytych morskimi skamieniałościami, ruch płyt tektonicznych i dryf kontynentów, a także legendy o potopie, które zachowały się w pamięci wszystkich kultur świata, potwierdzają biblijną relację o globalnej katastrofie.

Symbolika potopu
Jezus zapowiedział, że „jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego”. Biblia czyni analogię między czasami Noego i czasami końca, a także między potopem i końcem świata: „Przez te wody też ówczesny świat zginął zalany wodą. Obecne zaś niebiosa i ziemia dzięki temu samemu Słowu są zachowane dla ognia, strzeżone na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi” (II List Piotra 3,6-7).

Przed potopem ludziom dane było 120 lat łaski, w czasie których mogli się odwrócić od grzechu. Czas łaski dobiegł końca na siedem dni przed kataklizmem, kiedy Bóg zamknął za Noem drzwi arki. Nikt, poza jego rodziną, nie skorzystał z ratunku. Wątpliwości i rozwiązłość zabiły ludzką czujność. Przez tydzień nikt nie wiedział, że jego los jest już przesądzony. Podobnie będzie przy końcu świata. Jezus zapytał: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Ewangelia Łukasza 18,8).

Sceptycy naigrywali się z Noego, arki i potopu. Dopiero tonąc, odkrywali, że ludzka mądrość i chełpliwość to głupota. Wielu dziś w podobny sposób lekceważy Słowo Boże, sądząc, że świat będzie trwał dalej tak jak trwa. Apostoł Piotr zapowiedział, że taka postawa będzie jednym ze znaków końca: „Przede wszystkim to wiedzcie, że w dniach ostatecznych przyjdą szydzący szydercy, którzy będą postępować według własnych żądz i mówić: Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak od początku stworzenia. Tym, którzy tak uważają, umyka, że od dawna były niebiosa i ziemia, która z wody i wśród wody powstała dzięki Słowu Boga. Przez te wody też ówczesny świat zginął zalany wodą. Obecne zaś niebiosa i ziemia dzięki temu samemu Słowu są zachowane dla ognia, strzeżone na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi” (II List Piotra 3,3-7).
 

sobota, 16 marca 2013

Odwiedziny w Koszalinie

Wczoraj, t.j. 15 marca 2013 roku byłem wraz z przyjaciółmi na wernisażu wystawy marynistycznej w Koszalinie, organizowanej przez tamtejszy Oddział ZPARP. Było bardzo sympatycznie. Najpierw odwiedziny w pracowni i w domu u wspaniałej malarki Wiesi Kurowskiej. Ogromnie ją lubię. Polubiłem też jej męża, człowieka z wielka dozą humoru i tolerancji dla dziwactw artystów. Potem byliśmy na wernisażu w Domu Kultury Bałtyk, gdzie spotkaliśmy się z wieloma artystami z Oddziału Koszalińskiego oraz na uroczystej kolacji w prywatnym domu P. Prezes Krystyny Wojtas. Wśród innych potraw kapusta duszona w maśle to była dla mnie dodatkowa atrakcja zapewniająca trwałą pamięć o tym wieczorze. Przepyszna. Oczywiście najważniejsze były przyjaźnie i rozmowy między ludźmi sztuki zaproszonymi przez Gospodynię.
Było Pięknie, duchowo i artystycznie.

Ja i Renia w pracowni malarskiej Wiesi Kurowskiej.

Moja ikona Św. Mikołaja Cudotwórcy wita gości wystawy marynistycznej i patronuje przedsięwzięciu.
Fotki - Piotr Pawlicki

poniedziałek, 25 lutego 2013

Archanioł Michał wg Renaty Kowalczyk

Dzisiaj się pochwalę nie swoja ikoną. Ten Archanioł Michał jest dziełem mojej uczennicy i koleżanki art. plast. Renaty Kowalczyk ze Złotowa. To pierwsza w jej dorobku ikona samodzielnie przemyślana, przeżyta, przedyskutowana z Archaniołem i ....ze mną. Zapewne jej zakończenie sprawiło mi nie mniej radości niż autorce. I wdzięczność Bogu za takiego ucznia czuję nie do wyrażenia. NIECH CI BÓG DARZY Renato. Niech z każdą ikoną i obrazem prowadzi do Siebie. Dziel się pięknem Twoich prac, bo tym dzieleniem wzbogacasz innych, ale i siebie też. Andrzej